- 14 stycznia 2001
- #1
gejef
Członek TCS
Weteran- Dołączył
- 7 stycznia 2001
- Wiadomości
- 7814
- Purpura
- 29
- Lokalizacja
- Wciąż uderzam ich prosto między oczy
Dzień z życia kobiety należącej do kotów – krótka historia Gaye Flagga – jesień 1999
Pierwszy dzień miesiąca i znowu loteria – „Eeeenie Meeeenie Mineeee Moe, czy w tym miesiącu opłaca się prąd lub telefon, nie wiem…” Jakie inne sprytne gry mogę wymyślić, aby zdecydować, które rachunki zostaną opłacone… hmmm… ułóż je wszystkie w okrąg i zakręć butelką? Być może opublikuj
oni na tablicy korkowej, zawiązuję oczy, kręcę się jak młoda gazela i wbijam pinezkę?
Jedno, co wiem, że muszę zrobić, to udać się do sklepu spożywczego, którego się obawiałam. Papier toaletowy tak, musi to mieć - i karma dla kotów. Puszki stojące na półce w szafce to smaki, które zwykle spotyka się z całkowitym dystansem, a później w odwecie rzucane są na mój beżowy dywan. Otrząsam się z zacisza dobrej książki i wygodnego fotela z kocem, by stawić czoła przemokniętym masom, które tak jak ja zebrały się w deszczu w sklepie spożywczym.
Mój koszyk wygląda żałośnie w porównaniu z kobietami, które najwyraźniej mają dzieci… chipsy, słodycze i smakołyki, wszystkie wygodnie leżące w ich koszykach… chleb z jajami mlecznymi i inne podstawowe produkty w moim. Ach, w końcu... oto jest! Alejka z karmą dla zwierząt domowych. Przeglądając niezliczoną ilość kolorowych puszek ze zdjęciami uroczych kotów, znajduję te, z którymi naprawdę mogę się utożsamić. W tym miejscu czuję się jak w domu, bezpiecznie i
pocieszona wiedzą, że są inni, którzy tak jak ja są całkowicie i na zawsze rządzeni przez koty.
Kobiety faktycznie patrzą na ceny i skład na poszczególnych puszkach, ale mężczyźni… cóż, wydaje się, że po prostu chwytają i uciekają, jakby o wiele lepiej było nie zostać zauważonym, kupując karmę dla kotów – podobnie jak produkty higieny kobiecej. Obserwowałem mężczyzn kupujących karmę dla kotów i ich zachowanie na półce z jedzeniem. Istnieją trzy bardzo różne typy, wszystkie oczywiste po ich zachowaniu. Mężczyźni, których po prostu wysłano do sklepu z instrukcją, aby nie zapomnieli o karmie dla kotów i innych kobiecych potrzebach, wszystkie zawarte na bardzo dobrze zorganizowanej liście według lokalizacji w sklepie – można ich zobaczyć, jak podróżują po sklepie z bardzo zdezorientowanym wyrazem twarzy, często sprawdzając listę z zapasami w koszykach i mamrocząc pod nosem dziwne pieśni. To są goście, których nazywam Typem Pierwszym. Są też tacy, którzy faktycznie mają koty, ale myślą, że świat uzna je za gorsze od dobrych osób, którymi są z tego powodu, i że zostaną napiętnowani w jakiś niemęski sposób – to są ludzie, których nazywam Typem Pierwszym.
tych, których widzisz, którzy poświęcają czas na zapoznanie się z zawartością mrożonych warzyw, ale szybko wrzucą do koszyka jak najwięcej puszek i przejdą do innych alejek, zanim ktokolwiek będzie mógł to zauważyć. Tych gości nazywam typem drugim. Wreszcie są mężczyźni, którzy są własnością kotów i przestali próbować z nimi walczyć – to przyjacielscy ludzie, którzy przestaną pytać o Twoje ukochane czworonożne dzieci i podzielą się z Tobą najnowszymi wybrykami swoich małych ulubieńców, zapytają Cię o opinie na temat kotów
ściółka lub zbrylająca się glina, a co z tymi nieznośnymi pchłami, cokolwiek byś dla nich zrobił... tak wiele produktów na pchły! - To Trójki Typu i zawsze fajnie jest dzielić z nimi przejście!
„Gdzie się podziały te kupony o wartości podwójnego dolara?!”. mówi kobieta, która ma 3 worki kociego żwirku, duży wybór zabawek dla kotów i co najmniej 50 puszek karmy dla kotów, udając się w nieznane. Moje nieformalne badania nad zachowaniem zostały przerwane
Zaczynam ładować puszkę karmy dla kotów do koszyka, po dwie sztuki każdego smaku dla Calypso i Mara oraz garść droższej marki „Gourmet” dla Whita, mojego zawsze wybrednego, ale zawsze ujmującego Geezera Meezera z odmiany Much Too Sweet. Whitney je 8 małych posiłków dziennie, włączając w to
porcje z 2 puszek wraz z suchą karmą. Jej zapotrzebowanie na insulinę wymaga spożywania takiej ilości pożywienia, aby utrzymać cukrzycę na stabilnym poziomie.
Wreszcie zadanie zostało wykonane. Młody człowiek przy kasie spogląda na długą kolejkę miliardów puszek karmy dla kotów, z których każda wymaga osobnego zeskanowania, a następnie z niesmakiem spogląda z powrotem na jeszcze dłuższą kolejkę ludzi czekających za mną i z powrotem do mnie.
„Papier czy plastik?” – pyta ostro, podczas gdy ja skupiam się na tym, żeby nie schrzanić ostatniego czeku na książeczce czekowej.
— Proszę o papier. Mamroczę, przekreślając czek i parafując niewłaściwą datę, którą właśnie wystawiłem. „Produkują tanie zabawki dla kotów”. Uśmiecham się i komentuję, a on marszczy brwi.
*Beep Beep Beep* Rejestrator dzwoni, gdy młody człowiek go skanuje.
„Och, YIPPEE!” – nagle płacze, pozwalając mi upuścić długopis książeczki czekowej i wszystko na podłogę pod ladą. „Wydałeś ponad 0,00, więc możesz otrzymać 3 darmowe miski na zupę z naszej kolekcji zastawy stołowej – w tym miesiącu to wszystko jest wyjątkowe!”
„Hmmm?” O tak, yippee...' mamroczę, wyciągając długopis spod stóp pięciolatka stojącego za mną krzyczącego „MINE MINE MINE” i rozmyślam o smutnym kształcie misek, z których moje koty muszą znosić swoje skromne posiłki. Kiedyś błyszcząca i ładna z każdym imieniem kota
pomalowane na jaskrawo po bokach miski są teraz wyszczerbione i wyblakłe po dwóch latach syjamskich wygłupów, żeby zobaczyć, kto najszybciej zrzuci jedzenie na podłogę w mojej kuchni.
- No cóż, chcesz je czy nie? – pyta niegrzecznie.
– Hmmm, tak. odpowiadam. 'Dziękuję.'
'Czy masz Kartę Cennego Klienta? Będę musiał to zeskanować, żebyś mógł zdobyć miski. informuje mnie.
„No cóż, hmmm… Tak… Jestem pewien, że to gdzieś tutaj…” – mówię, przeglądając różne artykuły pierwszej potrzeby, bez których, jak sądzę, nie mogę przetrwać i które znajdują się w głębokich, ciemnych zakamarkach mojej torebki.
Pośród dziwnych monet, zabawek i smakołyków dla kotów, które w nocy zostały wrzucone do mojej torby bez mojej wiedzy przez jeden lub więcej spiczastych cieni, w końcu znajduję wymaganą kartę i podaję żałośnie podarty i pomarszczony kawałek niecierpliwie wyciągniętej dłoni, czekającej na jej otrzymanie. Jak
sprzedawca próbuje zeskanować moją kartę. Cofam się do chwili, gdy sięgnąłem do torby i w nagrodę znalazłem szczątki jakiegoś dużego, częściowo przeżutego i bardzo martwego owada, i wzdrygam się, wracając do teraźniejszości.
*Sygnał dźwiękowy* Karta została w końcu zeskanowana po czymś, co wydawało się wiecznością ciągnięcia jej po płycie skanera.
- A co powiesz na to? – komentuje z uśmiechem kasjer. „WSZYSTKIE puszki karmy dla kotów, które kupiłeś, są przecenione za dwadzieścia centów za każdą puszkę!” Zaoszczędziłeś około stu miliardów dolarów!
„Młody człowieku, nie wydałem dzisiaj stu miliardów dolarów, ale dziękuję, że pomyślałeś, że mam na to środki” – odcinam się, biorę paragon i wkładam torby do wózka, aby przewieźć je do samochodu. Patrząc na ciemniejące chmury zastanawiam się czy zdążę do domu przed kolejną ulewą. Ładuję torby na tylne siedzenie samochodu i wracam do domu.
Idąc podjazdem, widzę trzy niebieskookie twarze, obserwujące moje podejście przez szybę w drzwiach kuchennych. Bez namysłu biorę ciężką torbę zawierającą karmę dla kotów i idę z nią do domu. Gdy wchodzę do kuchni, wita mnie chór kotów, a piosenki mają różne znaczenia
śpiewają mi. „Whitney nie pozwoliła nam spać, mamo!” z Calypso wraz z „Te straszne kociaki, naprawdę trzeba się z mamą uporać” z Whitney i zawsze zabawnym „Och, mamo?” Idź zobaczyć, co zostawiłem dla ciebie na łóżku!” pochodzący od Mary...wszystko wyrażone dramatycznie pomiędzy
desperackie okrzyki: „NAkarm nas TERAZ!” od całej trójki. Mam 12 stóp wędrujących wokół i między kostkami, gdy myję trzy nowe ceramiczne miski na zupę i napełniam je puszką jedzenia. Teraz gramy w grę „Chcę TĘ miskę Nie, chcę TĘ miskę Nie, nie możesz mieć TEJ miski, że MOJA miska Nie, TO jest twoja miska” przez chwilę, aż wszyscy osiągną porozumienie i zaczną jeść. Wracam do samochodu po resztę zakupów i odkładam je, podczas gdy koty jedzą kolację.
Po raz kolejny zatapiam się w wygodzie mojego wygodnego fotela z kocem i dobrej książki. Koty są karmione tłustym i szczęśliwym zlepkiem przed piecem opalanym drewnem, w którym szczęśliwie gotuje się czajnik z pachnącą ziołami wodą, który z miłością postawiłam na jego blacie. Z nieba spada deszcz
w coś, co przypomina wiaderka, aby delikatnie ukołysać mnie podczas popołudniowej drzemki. Wszystko jest w porządku ze światem.
„Och, CRUD!” – wykrzykuję, gdy brutalnie budzi mnie Kalipso, która z determinacją kopie do Chin w śmietniku. „Zapomniałem o kuwecie dla kotów!!!”
Calypso mianowała się oddaną dziewczyną z okładki rodziny. Ona obejmuje wszystko. Nawet jeśli to nie jest jej. Calypso z radością zaczeka przed kuwetą, aż inne koty skończą, aby móc wejść tuż za nimi, czerpać wiele radości i dzikiego poświęcenia z kopania piasku, rzucania go na cztery wiatry i upewniania się, że żadne ziarno nie pozostanie obojętne jej wysiłkom. Ogłasza światu w sposób, w jaki nie można nie usłyszeć, że teraz ukrywa sprawy tego a takiego i będzie to nadal ukrywać, dopóki nie zostaną one zakryte w sposób całkowicie i całkowicie satysfakcjonujący, po czym będzie je ukrywać jeszcze bardziej. Nie przerywaj jej ani nie próbuj wyjmować jej irytującego ciałka z kuwety, bo cię ugryzie i wypowie wojnę, abyś tam wrócił i mógł dokończyć rozpoczętą pracę.
Wracam do sklepu i odbieram 25-tonowy worek żwirku dla kotów o zapachu płatków róż, na którym wyraźnie widnieje informacja z przodu torby oraz dużym drukiem po obu stronach, że rzekomo „gwarantuje” wyeliminowanie wszelkich nieprzyjemnych zapachów. Powinienem kiedyś przetestować tę gwarancję. Nie wspomina, co firma zrobi, aby dotrzymać końca takiej gwarancji, po prostu instruuje, aby zadzwonić pod bezpłatny numer, aby uzyskać więcej informacji. Naprawdę muszę znaleźć czas, aby to zrobić i dlaczego w niebieskich płomieniach nie pomyślałem
kupić wózek do tej ogromnej torby, kiedy wszedłem, to myśli, które dominują, gdy ciągnę torbę w stronę kolejki do kasy.
„Och, cześć, to znowu TY!” – mówi ten sam młody mężczyzna przy kasie, pracujący obecnie na linii Express, kiedy podchodzę, potykając się o siebie, by przeciągnąć ciężką torbę na ladę.
'Ummm tak. Zapomniałem o tym. – mówię, wręczając mu pieniądze i oczekując reszty.
Deszcz jest teraz ulewny i sprzedawca grzecznie pyta, czy potrzebuję pomocy z torbą.
– Nie, dziękuję. Odpowiedziałem i delikatnie potrząsnąłem parasolką, przez co po całym ciele tryskały strumienie kropelek.
Wychodzę na deszcz z nieporęczną torbą pełną kuwety dla kotów i próbuję nacisnąć przycisk odblokowania na poręcznym pilocie zdalnego sterowania mojego samochodu zwisającym z pęku kluczy.
*POP* Podnosi się pokrywa bagażnika i deszcz zalewa dywanik z tyłu, którego nie chciałem otwierać, ale i tak wcisnąłem przycisk. Opierając się o przemoczony samochód, aby utrzymać równowagę między kuwetą dla kota a parasolką I
zamknij pokrywę bagażnika i ponownie spróbuj otworzyć drzwi samochodu. W końcu torba ląduje na tylnym siedzeniu, zanim wrzucę ją do kałuży zakrywającej moje stopy. Pióra wycieraczek nie spełniają swojej roli, więc
droga do domu jest powolna.
W końcu wjeżdżam na podjazd i widzę, że Mara czeka na mnie przy drzwiach. Mała Miss Mara O'Hara, moja mała schludna i schludna dziewczynka, której nigdy nie wolno brudzić swoich delikatnych łapek w kuwecie, która nie jest całkowicie zgarnięta i zawsze świeża, jest gotowa sprawdzić każdy mój ruch podczas przygotowywania królewskiej kuwety do natychmiastowego użycia. Mara zawsze jako pierwsza korzysta z czystej kuwety i to mi ją podoba. Mara-Boo też nie chce dzielić swojej łazienki.
Nareszcie mogę zwinąć się z powrotem w wygodnym fotelu z kocem i wdychać świeżość płatków róży/pachnących ziołami, która wypełnia pokój zapachem, gdy ponownie zapadam w drzemkę.
*Murrrrrrr* Wszystkie trzy koty dołączają do mnie na krześle i tak, teraz w końcu – ze światem wszystko jest w porządku.