1 grudnia - zabraliśmy kota do weterynarza, ponieważ miała biegunkę, ale bardzo małą, a także wymiotowała i szybko się odwodniła. Zabraliśmy ją do weterynarza, spędziła noc, zrobiono jej prześwietlenie, gdzie w okrężnicy nagromadził się materiał kałowy. Zrobiono jej lewatywę i następnego dnia wypisano ją do domu. Wydawało się w porządku w dniu, w którym przywieźliśmy ją do domu. 36 godzin później - te same objawy - próbuje wypróżnić się, ale w bardzo małych ilościach - brak apetytu. Zabrałem ją z powrotem do weterynarza, przepisał antybiotyki – pomogła jej apetyt i znów zaczęła jeść, ale nadal bardzo mało kupy (czasami wcale). Skończyła antybiotyki, przestała znowu jeść - nadal to samo kupowanie. Zabrałem ją z powrotem i w tym momencie znowu była bardzo odwodniona. Dostała lek przeciwbiegunkowy, który zupełnie na nią nie zadziałał. Przywiozłem ją następnego dnia - weterynarz stwierdził, że nie wydając około 0 więcej na badania (a my już wydaliśmy 0) niewiele da się zrobić i nawet po wydaniu dodatkowej kwoty na badania - nie oznacza to, że i tak nie będziemy musieli jej uśpić. Ma 10 lat i wydaje się, że niezależnie od tego, z której strony na to spojrzymy, będziemy musieli ją uśpić. Każdy, kto ma podobne doświadczenia, mógłby udzielić jakiejś rady (tak bardzo chcę, żeby przeżyła). Dziękuję!!
Udział:
Może Cię Również Zainteresować:
Pomoc! Mój kot ma kocięta! – Niezbędny przewodnik dla zmartwionych właścicieli