- 5 listopada 2000
- #1
Debby
Członek TCS
Weteran- Dołączył
- 5 listopada 2000
- Wiadomości
- 10983
- Purpura
- 4
- Lokalizacja
- Iowa
Nie wiedziałem, gdzie indziej to umieścić ani jak zatytułować wątek, ale jeśli uważasz, że należy on gdzie indziej, proszę o przeniesienie go.
Mam tylko historię, którą mogę podzielić się z innymi współczującymi miłośnikami kotów, ale jest ona smutna... więc jeśli nie lubisz smutnych historii, nie czytaj dalej.
Któregoś dnia wróciłem do domu z pracy i na werandzie była Tabitha (pręgowana). Była w takiej ciąży, że martwiłam się, dlaczego nie ma jeszcze dzieci… była OGROMNA!!!
w każdym razie... wróciłem do domu, a ona tam była... czule pomasowałem jej brzuch i powiedziałem, mam nadzieję, że wkrótce wydobędziesz te dzieci, Tabby. Ale nie miałem pojęcia, że zacznie w ciągu następnych 10 minut!!! W każdym razie wróciłem na zewnątrz, żeby wyjąć coś z samochodu, a ona była tam, pośród innych kotów i psów, z małym dzieckiem wciąż przywiązanym do sznurka, leżącym na ganku.
przestraszyłam się!!! Wyciągnąłem dziecko do końca. Moje ręce były zakrwawione. Podniosłem mamę i dziecko i zaciągnąłem ich do garażu... Nie chciałem, żeby psy dopadły dzieci!!! Potem miała jeszcze kilka i przyprowadziłem ją do domu... mimo że mój mąż jest strasznie przeciwny kotom w domu... Kładę ją na werandzie z tyłu i sprawdzam, co się z nią dzieje co godzinę.
Wierzcie lub nie, ale skończyło się na tym, że urodziła 8 dzieci!!!!!!!!!!! Niektóre z nich były strasznie małe. Po kilku dniach zorientowałam się, że najmłodsze nie poradzą sobie bez mojej interwencji, więc około 3 z nich nakarmiłam butelką, było im tak zimno!!! (ale w pokoju było ciepło)
W każdym razie nie udało im się, co było dla mnie trudne do zniesienia… Ale 5 z nich wciąż tam było… Myślałem, że cała piątka przeżyje. Ale wtedy maoma musiała przewrócić się na jednego z nich i udusić go, to jedyne, co przychodzi mi do głowy, bo wyglądało zdrowo.
Tak więc zostało 4. Cóż, mój mąż wrzeszczał coś okropnego, że są w domu... mimo że byli tylko na tylnej werandzie... nie przepada za kotami i chociaż próbowałam wypuszczać mamę 2-3 razy dziennie na nocnik, co było trudne, ponieważ pracuję na pełny etat. Myślę, że naprawdę wzruszyło go to, kiedy wrócił do domu i znalazł ogromną stertę kupek w zlewie w łazience (mamy dwie łazienki, jedna jest na ganku z tyłu)
W każdym razie… zażądał, żebym wypuścił mamę (Tabitę) i jej czwórkę dzieci na zewnątrz!!! Cóż, byłam przerażona, robiąc to, bo bałam się, że psy je dopadną, bo były jeszcze tak małe… więc wymyśliłam rozwiązanie… Wsadziłam je z powrotem do garażu i trzasnęłam drzwiami na tyle, że mama nadal mogła przychodzić i wychodzić, ale psy nie mogły wejść.
Cóż, po prostu radzili sobie tak dobrze! ! Nazwałem ich nawet... Sabrina Barney Felix (moja druga próba feliksa) i Merlin. No i wtedy wydarzyła się tragedia. Bardzo przywiązałam się do dzieci, głaskałam je i bawiłam się z nimi, aż pewnego dnia wróciłam do domu z pracy i zobaczyłam, jak mój owczarek niemiecki coś je... przestań, jeśli poczujesz się nieswojo... Nie przejmowałam się tym zbytnio, bo psy zawsze łapią piżmaki lub wiewiórki, ale zszedłem na dół, żeby zobaczyć, co to jest... Kiedy podeszłam bliżej, zdałam sobie sprawę, że to jeden z kociąt.
Serce podeszło mi do gardła, gdy rzuciłam się do przodu, modląc się przez cały czas, żeby chociaż nie był to Barney, którego szczególnie polubiłam… ale tak było. Pozostała po nim tylko głowa i przednie łapy. Krzyczałam, płakałam i tak mocno uderzyłam tego psa!! I naprawdę kocham mojego psa, teraz wiem, że nie zdawała sobie sprawy, że nie powinna go zabijać... ma dopiero 5 miesięcy, więc muszę sobie przypominać, że niezależnie od tego, jak duża jest, nadal jest szczeniakiem (jest owczarekiem niemieckim)
W każdym razie nie mogłem znaleźć jeszcze dwóch kociąt.... Najwyraźniej spotkał ich ten sam los. Najwyraźniej kocięta zdecydowały, że są na tyle duże, że mogą podążać za mamą poza garażem. Biedne rzeczy. Potem rozglądałem się za czwartym i ostatnim kociakiem i też nie mogłem go znaleźć… po długich poszukiwaniach w końcu go znalazłem… to był Merlin. Najwyraźniej był trochę poturbowany i nie sądzę, żeby mama wiedziała, gdzie on jest. Był w jednej ze stodół w kącie… Był przestraszony i prawie się nie ruszał. Zaprowadziłem go do środka, zwanego przyjacielem, który dużo wie o kotach, a ona powiedziała, że uważa, że jest odwodniony… prawdopodobnie dlatego, że mama nie wiedziała, gdzie on jest i zaginął, więc nie mógł karmić piersią.
Więc karmiłam go mlekiem z butelki i dużo się za niego modliłam!!! I stał się silniejszy!!! Po kilku dniach wypuściłam go z powrotem na dwór z mamą... żeby mógł karmić piersią, i znowu zamknęłam ich oboje w garażu... ale tym razem nie trzasnęłam drzwiami, mama wychodzi dopiero teraz, kiedy ją wypuszczę... co staram się robić dwa razy dziennie... Merlin jest gruby i zdrowy i wiem, że przeżyje!!! A kiedy będzie większy, wypuszczę je obydwa... psy w ogóle nie przeszkadzają moim dorosłym kotom, więc kiedy Merlin będzie mógł się bezpiecznie obronić, wypuszczę je. Przepraszam, że to takie długie, ale pomyślałam, że jeśli ktokolwiek na świecie chciałby usłyszeć tę historię, która wiele dla mnie znaczy… byłoby to na tym forum o kotach!!!!
[Edytowane przez Anne 11-05-2000 o 09:34]