Cóż, ostatniej nocy po raz kolejny padłem ofiarą niesprowokowanego ataku Sama. Dochodzimy do punktu, w którym trzeba coś zrobić. Zadzwoniłam do weterynarza (który specjalizuje się w kotach) i jesteśmy umówieni na sobotę. Mamy nadzieję, że będą w stanie pomóc nam, ale co ważniejsze jemu. Czasami naprawdę wygląda na udręczonego. Będę was wszystkich na bieżąco informować.